A. Cole & C. Bunch
Sten
. 25 .
Baron niecierpliwie patrzył na ekran, podczas gdy rój Techników
poruszał się prędko dookoła stanowiska frachtowca, wykonując ostatnie
podłączenia i nastawienia. To było to. Jeszcze kilka minut i zobaczy, czy to
warte tych wszystkich kredytów i niebezpieczeństwa.
Test Projektu Bravo prowadzony był w odległości lat świetlnych
od Vulcana, daleko od normalnych szlaków żeglugowych. Obraz na ekranie Thoresena
zmieniał się, podczas gdy Technicy kończyli, potem odepchnęli się od stanowiska,
weszli na prom i zaczęli odsuwać się od starego frachtowca.
Thoresen odwrócił się do stojącego obok Technika, który uważnie
obserwował zmieniające się na jego własnym ekranie figury.
- Gotowe, sir.
Thoresen odetchnął głęboko i kazał rozpocząć.
- Zaczynam odliczanie...
Prom zatrzymał się w odległości wielu kilometrów od frachtowca.
Obecni na pokładzie Technicy zabrali się do pracy, zmieniając programy w swoich
komputerach, przygotowując się na ostateczny sygnał.
Wnętrze frachtowca zostało wypatroszone i na przeciwległych
końcach zainstalowano dwa wielkie urządzenia - w dawnych czasach nazwano by je
armatami - każde wycelowane dokładnie w elektryczną lufę drugiej.
Thoresen ledwo słyszał odliczanie. Koncentrował się na dwóch
obrazach na ekranie: jednym z nich była wielka, jarząca się pustka wewnątrz
kadłuba statku, drugim przestrzeń na zewnątrz, na pierwszym planie prom. Technik
dotknął jego ramienia. Wszystko gotowe. I zupełnie niespodziewanie Baron poczuł
się całkowicie odprężony. Posłał Technikowi uśmiech i wprowadził kod,
uruchamiający operację.
"Armaty" wypaliły i dwie cząsteczki elementarne o identycznych
masach ruszyły ku sobie, natychmiast osiągając prędkość światła. I wyższą. Ekran
Thoresena zajaśniał i wszystko się skończyło - niemal zanim się zaczęło. Po czym
ekran znowu powrócił do życia. Nic. Tylko ziejąca pustka. Ani frachtowca, ani...
- Prom! - wrzasnął Technik. - Nie ma go. Oni wszyscy...
- Do cholery z promem - warknął Thoresen. - Co się stało?
Jego palce śmigały nad klawiaturą, gdy programował powtórkę
filmu - tym razem z taką prędkością, aby mógł prowadzić obserwacje.
Cząsteczki płynęły ku sobie, zostawiając długie ślady.
Przeniknęły przez magnetyczny bąbel, jaśniejący we wnętrzu kadłuba, a potem
spotkały się... spotkały... spotkały... A potem znikły... pojawiły się znowu...
przesunęły poza czasem i przestrzenią... dopóki nie zostały zastąpione przez
jedną, zupełnie inną cząsteczkę. Thoresen zaśmiał się - udało mu się. Nagle
magnetyczna okrywa zapadła się. Błysnęło jasne światło i kadłub, i prom znikły w
ogromnej eksplozji.
Baron odwrócił się do Technika, nadal pozostającego w szoku.
- Chcę, aby zmieniono grafik. Technik gapił się na niego.
- Ale ci ludzie na promie...?
Thoresen zmarszczył brwi, popatrzył na pusty ekran, a potem
zrozumiał.
- A, tak. Nieszczęśliwy wypadek. Nie będzie trudno ich
zastąpić.
Zaczął wychodzić z laboratorium, ale zatrzymał się na moment.
- Aha, następnym razem powiedzcie załodze, aby odsunęła się
trochę dalej od frachtowca. Technicy są kosztowni. |